mes
wchodzę do kuchni
zgaszone światło (jak nigdy)

oświecam więc potężny nieporządek 

krzyczę więc: jesteś tu?
odpowiada on: no
krzyczę tam: POSPRZĄTASZ to DZISIAJ?
odpowiada: ZGAŚ ŚWIATŁO
krzyczę (dość zręcznie): ??
odpowiada: zgaś światło, nie zobaczysz, że jest brudno

niektóre rzeczy, których się wstydzimy, że nas zastanowiły, myślimy o sobie, tetrycy zgryźliwi, albo jeszcze gorzej, czasami mają niezwykle logiczne wyjaśnienie




zeitderstille 2012-01-28 17:27:41
skomentuj (0)
w polsce
yło bardzo myło. dobrze. że się skończyło.
właściwie nie ruszyłem się z domu ani razu. poza rzeczami urzędowymi. spędziłem cały czas z rodziną. rodzina na mnie czekała. się przygotowała. z dworca odebrała. wyjść z domu nie pozwalała. do korony podwoziła. podważała.
boże. co to się porobiło.

ciasta. wszystkie ulubione potrawy. prezenty. moje żydowskie książki. herbatki do szwecji smakowe. kolorowe. lekarstwa i zioła na różne okazje. laptopy. izotopy. blutufy.

dobrze. bo po wrocławiu nie chcę chodzić. to znaczy wydawało mi się. że będę chciał. ale na myśl o spotkaniu kogokolwiek. z dawnego świata. paniczny strach mnie ogarnia. z jednej strony ciekawość. z drugiej bicie serca na samą myśl. więc może lepiej siedzieć w domu.

byłem w teatrze. na połowie sztuki. nowa premiera we współczesnym na najniższym z możliwych poziomów (reżyserskich). w połowie wyszedłem. i od razu usłyszałem obrażoną mamę. że jak to. że która jest godzina. 

a przecież tęskniłem za polską. i aż kupiłem z tego wszystkiego pół litra do pociągu żołądkowej. kocham tę moją rodzinę jednak wielce. a nie byłem przecież w polsce z siedem miesięcy. może wcale nie za polską. tylko za rodziną? przecież polska kultura jest kulturą emigracji. czyżby kolejno w XIX, XX i XXI wieku nie można było żyć w kraju?

ale tęskniąc (załóżmy) za polską jestem tam sparaliżowany. wyobcowany już do granic możliwości. to już nie powroty z freiburga. czy berlina.
nie wyobrażam sobie powrotu. 
mam nadzieję. że to minie. szczególnie. że postanowiłem wyprowadzić się ze szwecji w kwietniu. raczej. na pewno. prawdopodobnie.

czuję się sparaliżowany i wyobcowany. w moim rodzinnym wrocławiu nie mogę zrobić kroku.
przerażenie katowicami. nie do opisania. bar dworcowy o czwartej rano. herbata saga za 2,50 i ci hiszpanie. którzy lecieli ze mną w pierwszą stronę. oni też wpadli na pomysł odwiedzenia tego baru dworcowego. boże.
wysadzić to w powietrze. niech dziury zwiedzają między szubiennicami. ale budują. budują nowe centrum katowic. jeszcze jakaś rzesza szwedów. hiszpanów i innych zobaczy panią bufetową. jeszcze z rok. dwa.
i na ukrainę wysłać. całe te pokolenia. biedoty. bo to nie ich wina. że są biedni. a przez to nie żyją. tylko wegetują. do trzeciego pokolenia w przyszłość. tak zaplanować.

nie do opisania moj paraliż w polsce. moja wysepka. bogatych ludzi siedlisko całkiem blisko centrum sztokholmu. jest bajkowa. jeżeli wrócę do niemiec. pół biedy. aczkolwiek szwecja jest ideałem. którego niemcy nigdy nie sięgną. 
jak myślisz coś o niemczech. polaku. czytelniku. i pomyślisz. jak można zrobić to lepiej. to wiedz. że to jest w szwecji.
piękniejsi ludzie. piękniejszy język. piękniejszy porządek i bardziej wszystko ludzkie. i tak o wszystkim.

no ale pół biedy. jeżeli wrócę do niemiec. gorzej jak stanie mi na drodze jakiś polski przestój. przystanek. niespodziewana
ha'tachana ha'baa polin merkaz (ha'olam, fkors)  



nie wiem. jak opuścić szwecję. chyba z jakimś zamiarem powrotu. spadł długooczekiwany śnieg. jest bajkowo. bajecznie. 
wczoraj byłem na tak udanej imprezie. że wciąż myślę. jaki jestem fajny.
decyzja właściwie sama się podjeła. rok w szwecji wystarczy. czas na coś nowego.



zeitderstille 2012-01-22 18:20:51
skomentuj (1)
חסיד אומות העולם
Rozsiane po okolicy punkty kontrolne, mające służyć zabezpieczeniu porządku, w praktyce utrudniają ludności dostęp do opieki lekarskiej, edukacji (dzieci muszą nieraz iść do szkoły 20-30km, okrążając po drodze zamknięte osiedla) oraz do wody pitnej: mieszkańcy niektórych palestyńskich wiosek mają dziennie do dyspozycji jedynie 20 litrów wody – musi im to wystarczyć do picia, gotowania, utrzymania higieny osobistej i do pracy. Przeciętny Europejczyk zużywa codziennie dziesięć razy tyle.

Sytuacja w Gazie jest mniej więcje dwa razy gorsza.

Niewiele większe pomieszczenie niż przebieralnia w przeciętnym sklepie. Wszystko na biało, brudno, resztki papierków zapewne przyłapanych w kieszeni. Światło trochę za bardzo oślepiające, żeby było lepiej widać. Nie udało się dotrzeć do toalety, więc już zębów przed odlotem umyć nie sposób, głupim rozkazom wierny oficer izraelskiej armii skinięciem palca przekreślił moją toaletę, kawę, papierosa.
Jest trzecia w nocy a ja siedzę w koszulce i bokserkach we wnętrznościach Ben Guriona. Z miłości do Izraela, z poczucia narodowej winy, z ukochania języka i twarzy ładniejszych nawet niż w Szwecji.
Biedny Polak próbujący wydostać się z getta.
Zabrali mi plecak, dokumenty, kurtkę, buty... przecież mogą tam wsadzić wszystko, wysłać do Gazy, jak pradziadków wysyłano im w głąb Rosji, jak i co im udowodnię? Na szczęście paranoja przechodzi w porę.
Przychodzi za to jeden z czterech opiekujących się mną żołnierzy, obmacuje mnie niezwykle dokładnie w imię Syjonu, ale cóż z tego, cóż że z Syjonu, skoro widzę cztery dokumenty A4 z moimi danymi, a to oznacza gruntowne sprawdzanie potencjalnie tkwiącego we mnie szpiega.

I myślę sobie, że nigdy nie widziałem nawet granicy z gazą. Ale może trzeba odświeżyć artykuł Błońskiego w jego aktualnym wymiarze. O tym, jak przyjeżdżam do getta zwanego Izraelem patrzę i nie widzę Gazy, choć wiem, że istnieje, i nie mogę wjechać do niej, i nic nie robię, żeby nawet poczuć jakiś wyrzut sumienia. Nie widzę Gazy, bo jest to skonstruowane tak, że się jej nie da zobaczyć. Impreza, wino, kawa, piwo, dobry obiad, martwienie się o świeże warzywa na sałatkę.

Gaza w sposób szczególny nie istnieje w Izraelu. Przyjechałem w tym roku głównie studiować do Yad Vashem, gdzie pojawił się temat winy narodowej, niemieckiej, polskiej, żydowskiej, każdej innej. I rozmowy o Ugandzie, Ruandzie, nie wiem czym jeszcze, rozmowy toczone na terytorium palestyńskim, niedaleko gazy, bez słowa o tym konflikcie.
Do jakiej więc przyszłości ma to prowadzić? Czym jest uczenie o historii w takiej sytuacji?

Y. postawił mi zarzut, że w Warszawie nie czuł się wolny, że jakaś starsza kobieta na niego krzywo patrzyła, bo ma on rodziców z Iraku, wraz z rodzicami wygląd nieco orientalny.
Zapytałem go, jak porówna krzywo nań rzucone spojrzenie z sytuacją palestyńczyków, sam nie do końca wierząc, że tak ostro zareagowałem.
Nie spodziewał się. 
Prawie dostał zawału z nerwów.
Ale nie dawałem za wygraną i zapytałem jakim sposobem mówi o rasizmie w warszawie, złych spojrzeniach, nie widząc tego, czego nie widać na codzień w jego kraju.

Jaki jest sens mówienia, że pamiętając o przeszłości (o zagładzie) można tworzyć jakąś lepszą przyszłość?

Odprowadzony dosłownie do wyjścia juz po wszystkim siedziałem upokorzony na końcu terminala, w tej samej knajpie co rok temu, pijąc wino, słuchając mojej nowej piosenki (patrz wyżej) i paląc jednego papierosa za drugim. Trochę podsumowań przez dwie godziny. Mocne postanowienie uprawiania sportu od wiosny, bo czas młodości się kończy, trzeba będzie nadrabiać dobrym ciałem. Co zrobić z tymi nieudanymi wspólnymi wakacjami? Jak i kiedy zacząć o tym rozmawiać?

Spojrzałem w tym roku zupełnie inaczej na Izrael. Nigdy nie spotkałem tak wielu życzliwych ludzi przypadających na jeden metr kwadratowy, to bez zmian. Kocham ten kraj jak dawniej, uwielbiam tych ludzi.. czuję się tam jak w domu.

Ale to jest chyba też największe stężenie na kuli ziemskiej ludzi, którzy chcą cię oszukać: w sklepie, taksówce, na targu.. Chyba też najgorszy transport publiczny w stosunku do rozwoju miasta (tel aviv). To jest nawet zabawne, dopóki się nie doświadcza życia na codzień, w którym czasami chciałoby się tak pożyć bezmyślnie jak w Szwecji, isć do sklepu, kupić warzywa, etc.
W Szwecji jest się przyzwyczajonym do autobusu, który przyjeżdża punktualnie, podwozi pod ruchome schody do metra, drzwi metra otwierają się automatycznie, schody suną nas do góry, jak coś nie działa, to od razu się robi tak, że nie trzeba myśleć, co robić.


Przynaglają nas do zwiększenia poczucia winy narodowej, i dobrze, ale na miłość boską, jak można nie mówić w nieskończoność o gazie i zachodnim brzegu? 
Biedny Polak musi stanąć znowu przed karuzelą tel awiwską i dostrzec gazę. W obecnej sytuacji wychodzi na to, że niczego, absolutnie niczego nie nauczyliśmy się z historii.

Jakoś udało mi się wylecieć, lot do wiednia był jak z bajki, cudowna pogoda, ani drgaweczki, prześliczne są góry od grecji po węgry, jak tak dalej pójdzie to w końcu poznam je wzdłuż i wszeż bez postawienia tam nogi.
W Wiedniu odetchnąłem trochę, aż z radości poprosiłem o pieczątkę do paszportu, żeby się upewnić, że jestem w Europie.
Świetna wystawa w Albertinie, niemałe zaskończenie tak świetnym nagromadzeniem prac Magrittego. Kiełbasa i grzane wino, żeby nie było, że nie wiem, co się je na ulicy w wiedniu.
W katedrze Stefana miałem chyba dobrą intuicję rok temu kodując w mózgu, że ołtarz i ambona (nowa) nie pasuje do wnętrza (?) teraz tylko rzuciłem okiem, muszę to gdzieś sprawdzić.
Uwielbiam Austrię, Gruss Got w drzwiach samolotu w Tel Avivie, i w muzeum, wszędzie, tylko z zachwytu przyklasnąć.

No i back to black, Stockholm.
Uwielbiam ten kraj i szczerze go nie znoszę.
Wątły, niebaczny, rozdwojony w sobie.
Z prostacka rzekł do mnie E. w Ejlacie na plaży, że dziwi się mi, bo on nie wie, co to znaczy, robić coś, na co się nie ma ochoty.

Dalej pozostaję syjonistą, i to nawet nie umiarkowanym, ale niech chociaż nie rzucają belek pod nogi, taki drobny postulat po rozmowie z polską akcją humanitarną.


zeitderstille 2012-01-05 21:15:39
skomentuj (0)
 
 
księga gości




2012
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj

2008
2007
2006
2005
2004
2003
2002
2001


Tagi